wtorek, 29 marca 2011
poniedziałek, 28 marca 2011
Mimika i pozawerbalna gestykulacja w tym wypadku jak nigdy wybiega o krok przed uzewnętrznienie myśli. Bardzo szczerzy i uczciwy filozof moralności aczkolwiek chociaż do końca pozostał wierny swoim przekonaniom nawet i on w latach młodości niemal (lub całkowicie ale chwilowo) uległ argumentacji dowodu ontologicznego na istnienie Boga. Opisuje to tak:
"Dokładnie pamiętam ów dzień. To było w 1894, szedłem sobie po Trinity Lane i nagle, w chwili olśnienia, pojąłem (lub wydawało mi się, że pojąłem): dowód ontologiczny jest prawdziwy! Poszedłem potem kupić puszkę tytoniu, wracając, podrzuciłem ją wysoko do góry, a złapawszy, wykrzyknąłem: A niech to. Ten dowód jest logiczny". Jak więc to olśnienie ma się do wypowiadanych poglądów "Przeanalizowałem cały arsenał argumentów przemawiających na rzecz istnienia Boga, i żaden z nich nie wydaje się być logicznie przekonywujący".
Nie wnikając głębiej w istotę i sens samego dowodu ontologicznego, który stwierdza w największym skrócie, że jeśli pomyślimy o istocie najdoskonalszej (Bóg), od której nic doskonalszego nie jesteśmy w stanie pomyśleć a następnie stwierdzimy, że istota nieistniejąca w prawdziwym świecie nie może być doskonała, to otrzymamy sprzeczność, która prowadzi do wniosku, że istota najdoskonalsza a więc Bóg musi istnieć.
Wydaję się, że sama kwestia doskonałości jest wielce subiektywna i w żadnym stopniu nie jest to obiektywne kryterium, a tam gdzie brak obiektywizmu zawsze należy pozostać sceptycznym, rzecz druga dlaczego istnienie miałoby być w jakikolwiek sposób doskonalsze od nieistnienia. Czy istotą istnienia jest doskonałość?
"Dokładnie pamiętam ów dzień. To było w 1894, szedłem sobie po Trinity Lane i nagle, w chwili olśnienia, pojąłem (lub wydawało mi się, że pojąłem): dowód ontologiczny jest prawdziwy! Poszedłem potem kupić puszkę tytoniu, wracając, podrzuciłem ją wysoko do góry, a złapawszy, wykrzyknąłem: A niech to. Ten dowód jest logiczny". Jak więc to olśnienie ma się do wypowiadanych poglądów "Przeanalizowałem cały arsenał argumentów przemawiających na rzecz istnienia Boga, i żaden z nich nie wydaje się być logicznie przekonywujący".
Nie wnikając głębiej w istotę i sens samego dowodu ontologicznego, który stwierdza w największym skrócie, że jeśli pomyślimy o istocie najdoskonalszej (Bóg), od której nic doskonalszego nie jesteśmy w stanie pomyśleć a następnie stwierdzimy, że istota nieistniejąca w prawdziwym świecie nie może być doskonała, to otrzymamy sprzeczność, która prowadzi do wniosku, że istota najdoskonalsza a więc Bóg musi istnieć.
Wydaję się, że sama kwestia doskonałości jest wielce subiektywna i w żadnym stopniu nie jest to obiektywne kryterium, a tam gdzie brak obiektywizmu zawsze należy pozostać sceptycznym, rzecz druga dlaczego istnienie miałoby być w jakikolwiek sposób doskonalsze od nieistnienia. Czy istotą istnienia jest doskonałość?
niedziela, 27 marca 2011
Wczorajsza piękna i klimatyczna prywatka, przez którą plus minus przewinęło się bodajże ok 300 osób zadziwiła mnie jednym zapadającym w pamięć estetycznym akcentem. Mianowicie oddając urynę do dość wysłużonego i z całą pewnością mającego "dosłownie dość" sedesu nasze zmysły wzroku koił wybitnie krakowski widok królewskiego zamku rozpościerający się tuż na przeciw. Toaleta z iście królewskim widokiem!
Zadaję sobie pytanie czy możliwe jest w kwestii czysto emocjonalnej i uczuciowej podpadnięcie w regressus ad infinitum. Jeśli okazałoby się, że taka ewentualność nie budzi żadnych logicznych zastrzeżeń, z całkowitą pewnością mogę stwierdzić, że w ów stan popadłem. Jakkolwiek świadomość ujęta na płaszczyźnie teoretyczno lingwistycznej, iż nie możemy się cofać w wyjaśnianiu jakiegoś zjawiska czy pojęcia bez końca nie wydaję się być przerażająca, bo i dlaczego, jednak w przełożeniu na praktyczną stronę ludzkiej uczuciowości i wrażliwości skutkuje bardzo nieprzyjemnymi konsekwnecjami...
sobota, 26 marca 2011
W obliczu paskudnej pogody rozwiązaniem całkowicie uzasadnionym wydaje się nadrobienie kulturalnych zaległości. Pierwszym i zapewne ostatnim (w moim wypadku) punktem lekcji będzie wizyta w MCK na arcyciekawej z perspektywy czysto teoretycznej wystawie My i Oni Zawiła historia odmienności.
Odmienność prezentowana jest tutaj w kontekście niezwykle szerokim z uwzględnieniem przemian społecznych, naukowych a przede wszystkim historycznych. I tak oto różne lecz w istocie swej tożsame odmienność będziemy mogli poznać na przykładach czysto biologicznych - Świnia z Landser, mitycznych, rasowo-kulturowych - Kobieta buszmeńska, i wielu innych. Cała ta odmienność wydaje się być uzasadniona, przede wszystkim ze względu na swoją namacalność i możliwość doświadczenia zmysłami, mnie jednak najbardziej fascynuje odmienność głęboko ukryta związana przede wszystkim z wrażliwością. Choć może się wydać, że w tym miejscu wybiegam o wiele ponad znaczenie tego słowa, pragnę zwrócić uwagę na odmienność z jaką borykają się poeci. Przytoczę tylko wypowiedź Bronisława Maja (poety i literaturoznawcy) który w niezwykle prosty a jednocześnie trafny sposób przedstawia wręcz kliniczną definicję Poety jako Innego. A więc poczytajcie i pomyślcie. Wizerunek poety jako Innego "(Artysta) to Inny. Wcześnie dane jest mu poznać, odczuć, wyraźnie uzmysłowić sobie swoją odrębność, wyobcowanie: inaczej postrzega świat, innymi drogami podąża jego wyobraźnia, odmienna jest jego wrażliwość" i dalej "Pojmuje też i to, że ma przed sobą dwie drogi: albo próbować zniszczyć w sobie tę inność, wydobyć się z niej. starać się być >jak wszyscy<; albo przeciwnie - pójść za jej głosem, kultywować ją i rozwijać ją w sobie, ze ślepym posłuszeństwem dla jej, zaledwie przeczuwanych nakazów. Wybiera - pełen jednocześnie rozpaczy i pychy - to drugie; przeczuwa bowiem, że to przekleństwo może być jego jedyną szansą". To zadziwiająca jak wielu z nas byłoby w stanie przyznać autorowi racje.
Sztuka negocjacji prawniczych kolejna pozycja do kolekcji prawniczego księgozbioru o tematyce filozoficzno teoretycznej. Zasadniczo co było łatwe do przewidzenia to tylko powtórzenie materii wykładów o tym samym tytule, które odbyły się na WPIA UJ po raz pierwszy bodajże dwa lata temu. Miałem nieskrywaną przyjemność w nich uczestniczyć, po części ze względu na nowatorski charakter tego przedmiotu, dobitnie przez wykładowców podkreślany. Negocjacje w prawie to taki ateizm w kulturze judeochrześcijańskiej. Nurt ryzykowny i niedoceniany. Pomimo faktu, że pozycja ta prezentuję się ładnie na półce, czuję nieodparty żal w związku z jej publikacją, co więcej żywię usilne przeświadczenie, że sztuka negocjacji skatalogowana i ujęta w określone i uproszczone ramy na potrzeby wydania przestaje być sztuką a jedynie zwykłym zagadnieniem przedmiotowo egzaminacyjnym. Niezrozumiały na sam koniec wydaje się fakt, iż pomimo sarkastycznych uwag na temat niezliczonej liczby publikacji w tej dziedzinie o wątpliwym statusie i jakości dotychczas wypowiadanych przez wspomnianych wyżej autorów na zasadzie kontrastu względem autentycznej i świeżej materii przedstawianego przez nich wykładu chcąc lub nie chcąc poprzez proces publikacji dołączyli oni tym samym do "tysiąca opracowań poświęconych tym zagadnieniom".
Subskrybuj:
Posty (Atom)
